Kochane CudaWianki, nie odgradzajcie nam plaży płotem

Obrazek

Uwielbiam Cudawianki. W zeszłym roku pisałam, dlaczego niektóre imprezy miejskie są fajniejsze od innych, chwaląc je pod niebiosa, podobnie zresztą Streetwaves.

Wczoraj w Gdyni znów cudowiankowaliśmy. Były wianki, były leżaki pod sceną w Infoboxie, były foodtrucki, waty cukrowe, nakrycia głowy i broszki, były warsztaty robienia czegoś z niczego, był guerilla gardening i miejskie bomby, był design, leżaki, fritzl cola, siedzenie na trawie, tłumy ludzi, dzieci, psów, rowerów i wszystko, co najbardziej lubimy w mieście, i nawet tęcza była. Ale niestety, choć cudawiankowy dzień w Gdyni był fantastyczny, a impreza należy do moich ulubionych, to jednak tym razem muszę napisać coś krytycznego o wczorajszym finale na plaży.

Otóż w tym roku organizatorzy podjęli fatalną decyzję o ogrodzeniu płotem większości plaży (w latach ubiegłych była to tylko część przed sceną).  Na płocie wisiały wielkie plansze z regulaminem i znaki z zakazem fotografowania.

Spowodowało to, że wszyscy, którzy przyszli – jak co roku – popiknikować i pokocykować słuchając z oddali propozycji muzycznych, stłoczyli się na małej części plaży dostępnej za płotem z ochroną. Pod sceną bawiło się kilka, może kilkanaście rzędów ludzi, a  za nimi pusty piasek, aż do płotu. Za płotem – jak co roku – na kocach i kurtkach siedziała cała masa doskonale bawiących się osób.

Widać to wyraźnie na filmie opublikowanym przez trojmiasto.pl, w kilku scenach, na przykład w 1:29. Cały film obejrzycie klikając w poniższy obrazek:

Jak pewnie zauważyliście, w pewnym momencie filmu uczestniczka imprezy mówi: „Tam w środku nie byłam, a tutaj każdy robi, co chce”.

No właśnie. Finał Cudawianków na plaży dla większości uczestniczek i uczestników zawsze był wielkim, fantastycznym, plażowym piknikiem, w którym muzyka na żywo stanowiła uzupełniające tło. Najważniejsze było wspólne siedzenie do białego rana. Niezależnie od gatunków i rodzajów występujących gwiazd, finał na plaży zawsze był fantastyczny.
Tym razem jednak plaża wyglądała jak coś w rodzaju festiwalu muzycznego. Sama wczoraj bawiłam się na kocu ze znajomymi, którzy w zdecydowanej większości prezentowaną na scenie muzykę oceniają słabo. A jednak przyszliśmy na plażę właśnie po to, żeby sobie popiknikować i przywitać lato wraz z tysiącem innych osób. Oprócz nas, w tym samym celu na plażę  przyszły – jak zawsze – dzikie tłumy ludzi.

Żeby nie było – wygrodzona strefa zawsze na Cudawiankach była, co w pełni zrozumiałe. Nigdy jednak strefa chroniona nie była aż tak duża, nie zajmowała większości plaży.

Grodzenie zabija poczucie wspólnoty, a w Cudawiankach nie o muzykę przecież chodzi. Pisałam już o tym TUTAJ – propozycje muzyczne w takiego rodzaju wydarzeniach mają tak naprawdę znaczenie drugorzędne.

Oczywiście było warto, Cudawianki to fantastyczna impreza. Ale jeśli w przyszłym roku dopisze pogoda, która wczoraj zapewne wygoniła z plaży wiele osób, może się okazać, że kawałek piasku za płotem to za mało, by wielki, wspólny piknik na powitanie lata w ogóle się udał.

Przeczytaj też, jak pikniki robi się w Brukseli.

Reklamy

Co Ty na to?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s