O architektach, którzy budynki zasłaniają reklamami

Wielki baner na zabytku przy Złotej Bramie zawiesiło… Stowarzyszenie Architektów Polskich” – podaje Gazeta Wyborcza Trójmiasto.

Szmata reklamowa zasłania administrowany przez SARP Dwór Bractwa Św. Jerzego.  Pod szmatą jest, rzecz jasna, niekończący się remont. Dla Gazety mówi Stefan Ciecholewski, prezes Stowarzyszenia Architektów Polskich oddział Wybrzeże.

Montując reklamę chcemy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – zrobić prace wykończeniowe i zarobić na reklamie. Nie ukrywam, że remonty są bardzo kosztowne. Mamy szereg bolączek, to stary dwór i co chwila trzeba coś robić. Nie wiem do kiedy reklama będzie wisiała. Jak skończą się prace to reklama zostanie zdjęta. Nie musimy mieć żadnej zgody, bo to jest kontynuacja prac. Na takie działania nie trzeba mieć pozwolenia od konserwatora.

Ciekawe, bo rzecznik konserwatora zabytków powiedział Gazecie, że reklama wisi nielegalnie. Bynajmniej nie dlatego, że nie wolno wieszać szmat na zabytkach – po prostu nie wpłynęło w tej sprawie odpowiednie pismo. Z wypowiedzi wynika więc, że jednak trzeba mieć pozwolenie od konserwatora.

Mam jednak przypuszczenie graniczące z pewnością, że pozwolenie zostałoby udzielone.

W Gazecie wypowiada się też  miasto w osobie Andrzeja Ducha, dyrektora Wydziału Urbanistyki Architektury i Ochrony Zabytków:

– Reklamy zamieszczane na rusztowaniach, jako siatki zabezpieczające podczas prowadzonych prac remontowych są powszechną praktyką, nie tylko w Gdańsku

Niestety.

Szlag mnie trafia przez fakt, że ciało, którego statutowym celem jest „dbałość o jakość architektury i środowiska – zbudowanego oraz naturalnego – pojmowanych jako interes publiczny zakrywa sobie ohydną szmatą jeden z najbardziej reprezentacyjnych zabytków w mieście. Cytat pochodzi z punktu „cele” statutu SARP. Dokument wykazuje, że cele owe są realizowane poprzez, między innymi,

1. promowanie jakości architektury i ładu przestrzennego środowiska zbudowanego i naturalnego,

oraz

14. występowanie – jako strona – w postępowaniach dotyczących interesu publicznego jakim jest jakość architektury i ochrona środowiska zbudowanego i naturalnego, w tym w szczególności:

* aktywny udział w tworzeniu przepisów prawa dotyczących polityki przestrzennej, w szczególności miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (…)

To tylko fragmenty statutu, całość  możecie przeczytać na stronie SARP.

No i jak to się ma do zawieszania zabytków szmatami? Bo spodziewałabym się raczej, że takie ciało, o takich celach, będzie stale lobbować na przykład za całkowitym zlikwidowaniem reklam w przestrzeni miejskiej.

Co gorsza, jak sam przyznał cytowany powyżej prezes SARP, w budynku „co chwila trzeba coś robić”. Mówi też wyraźnie o dwóch celach szmaty – i remont, i kasa. Znaczy, reklama wisiała będzie stale?

Podsumowując, instytucja niezależna, skupiająca profesjonalistów, osoby z założenia uwrażliwione na wygląd miejskiej tkanki, której to instytucji nadrzędnym celem jest dbałość o jakość przestrzeni, wiesza szmatę na zabytkowym zabytku, a miasto konstatuje, że przecież nic złego się nie dzieje, wszak to powszechna praktyka.

Co więc powinniśmy zrobić?

Wymusić na SARP natychmiastowe zdjęcie reklamy. I w ogóle usunąć z miasta wszystkie reklamy.

Reklamy

Bajka pierwsza – o mieście, w którym są miliony ludzi, a nie ma ani jednej reklamy

Sao Paulo bez reklamDawno dawno temu, za górami, za lasami…

… a konkretnie w 2006 roku w Sao Paulo w Brazylii, burmistrz Gilberto Kassab – autorytarnie i wbrew większości – wprowadził prawo Lei Cidade Limpa, które zdelegalizowało reklamy w przestrzeni miejskiej. WSZYSTKIE reklamy – billboardy, szyldy, ulotki, plakaty, city lighty, oklejki na autobusach, ekrany LCD nad ulicami, trójwymiarowe instalacje i co tam sobie jeszcze możecie wyobrazić.

Reklamy zaśmiecają przestrzeń.  Kassab uznał, że jako władza ma obowiązek walczyć o czystość w zarządzanym przez siebie mieście. Czystość rozumianą nie tylko jako ograniczenie zanieczyszczenia atmosfery, obniżenie poziomu hałasu czy sprzątanie śmieci, ale również jako brak zanieczyszczenia wizualnego.

Usunięcie reklam stało się nawet ważniejsze, niż walka z pozostałym ‚brudem’.  Dlaczego? Kassab uznał, że reklama sama w sobie nie niesie za sobą żadnej pozytywnej wartości dla ludzi. O ile można zrozumieć np. zwiększenie emisji spalin spowodowane koniecznością istnienia samochodów, o tyle żadna wyższa konieczność nie stoi za umieszczaniem reklam.

Zniknęło 15 tysięcy billboardów. Ludzie poczuli się jak w zupełnie innym, nowym mieście.

Skutki? Po pierwsze, agencje reklamowe przerzuciły swoje siły kreatywne na inne fronty, stawiając na interakcje, zamiast na bombardowanie wizualne  – flashmoby, imprezy, akcje społeczne, wszelkie guerilla marketing, reklamy przeniosły się też do internetu.  Lalai Luna, współzałożycielka agencji reklamowej Remix, powiedziała w wywiadzie dla Financial Times :

São Paulo started having a lot more guerilla marketing and it gave a lot of power to online and social media campaigns as a new way to interact with people.

Po drugie, okazało się, że lokalny biznes wcale na tym nie stracił, wszak reklama outdoorowa nie przynosi niemal żadnych efektów. Jeśli nie wierzycie, spróbujcie wymienić pięć reklam, które widzieliście dziś na mieście. Anna Freitag, marketing manager z Hewlett-Packard Brazil, powiedziała, że jej firma nigdy nie sądziła, że reklama na billboardach może być tak nieefektywna, dopóki nie stała się nielegalna:

A billboard is media on the road. In rational purchases it means less effectiveness… as people are involved in so many things that it makes it difficult to execute the call to action.

Po trzecie, co jest dla mnie dowodem ostatecznym, od tego czasu ponad 100 miast w Brazylii poszło śladem Sao Paulo, a poparcie dla tej decyzji wśród mieszkańców miasta wynosi ponad 70 procent. Stało się tak, chociaż wraz z niszczeniem brudu usunięto też, niestety, na przykład wartościowe murale.

Media pisały o jeszcze jednym ważnym społecznie skutku, mówi o tym na przykład Vinicius Valvao, brazylijski reporter – za kolorowymi reklamami umieszczonych było wiele miejsc wstydu, na przykład dzikich fabryk w fawelach. Usunięcie reklam odsłoniło więc wiele ukrytych wcześniej problemów, które trzeba było teraz rozwiązać.

Brazylia była pierwsza, ale fala się rozlewa. Reklam nie ma już w Santa Monica w USA, cztery stany zakazują billboardów – Vermont, Alaska, Hawaje i Maine – znaczne ograniczenia wprowadziły władze Toronto, gdzie od 2010 roku reklamodawcy muszą płacić wysokie podatki od reklam,  a wiele innych miast, np. Paryż, określa maksymalną liczbę i powierzchnię reklam.

Gdańsk, w którym przyszło mi mieszkać, jest obrzydliwie zaśmiecony reklamami. Na trasach przelotowych pomiędzy dzielnicami trudno znaleźć choćby jedno miejsce bez billboardów w zasięgu wzroku. Na budynkach w reprezentacyjnych częściach miasta miesiącami i latami wiszą obrzydliwe, wielkoformatowe szmaty. Na obrzeżach i w małych dzielnicach wszystkie płoty zalepione są bannerami lokalnych myjni, warsztatów, fryzjerów i sklepów spożywczo-przemysłowych, a nad tymi płotami górują jak drzewa ogromne, podświetlane billboardy.  Nie będę nawet wspominać o Warszawie, Krakowie czy innych miejscach w kraju, sami widzicie je na co dzień.

Co więc powinniśmy zrobić?

Usunąć z przestrzeni miejskiej absolutnie wszystkie reklamy. Zdemontować billboardy, zlikwidować reklamy na przystankach, zdemontować LCD we Wrzeszczu, zdjąć szmaty z budynków przy Wałach Jagiellońskich, zabronić wieszania bannerów na płotach. Wyznaczyć jasne i proste zasady oznaczania wszystkich miejsc, w których działają firmy. Ustalić  we współpracy z grafikami, architektami i urbanistami rozmiary tablic informacyjnych i zasady ich ekspozycji. Uważam, że koszt operacji sprzątania powinno pokryć miasto.

Na koniec prośba do sceptyków.  Gdy następnym razem będziecie poruszać się po swoim mieście, na przykład przejeżdżać z domu do pracy, spróbujcie spojrzeć na przestrzeń pod kątem tego wpisu i wyobrazić sobie, że na trasie nie ma ani jednej reklamy. Mnie najmocniej to uderzyło, gdy jechałam z centrum przez Piecki Migowo na Matarnię, kiedy zjeżdżałam Rakoczego i Potokową w stronę Słowackiego, i cały piękny widok na Niedźwiednik zanieczyszczony był bannerami.