Miasta na rowery! Tylko jak zmienić postawy ludzi?

Rowery

zdjecie pochodzi ze strony testcyklisterna.se 

Jak to robią inni? W Szwecji trwa właśnie ciekawy i nietypowy projekt wspierania transportu rowerowego – trzydzieści sześć osób dostało rowery w zamian za… obietnicę, że wybiorą je zamiast samochodu co najmniej 3 razy w tygodniu.

W Kopenhadze, która jest rowerowym rajem, połowa osób wybiera rower, żeby dostać się do pracy. W Göteborgu taką decyzję podejmuje tylko 6 procent mieszkańców. Tymczasem przesiadanie się na rowery jest dobre dla wszystkich – jest ekologicznie, tanio i zdrowo – dlatego wiele miast, podobnie jak nasz Gdańsk, robi co może, żeby zachęcać mieszkańców do zmiany postaw.

No właśnie. Autorzy tego pomysłu założyli, że ludzie nie wybierają rowerów, bo… dotąd na nich nie jeździli. U podstaw pomysłu z rozdaniem rowerów leżało przekonanie, że ludzie muszą sami się przekonać, że rower jest w porządku i że mogą zmienić swoje codzienne nawyki.

Pojechanie rowerem do pracy, na zakupy, z dzieckiem do przedszkola i tak dalej jest możliwe i praktykowane powszechnie na przykład we wspomnianej Kopenhadze. To się jednak wydaje trudne i niemożliwe bez samochodu osobom, które dotąd tego nie robiły.

Oczywiście potrzebna jest do tego odpowiednia infrastruktura – ścieżki, stojaki i tak dalej. W Szwecji, tak samo jak u nas, miasta były projektowane głównie z myślą o kierowcach i samochodach, i to się dopiero powoli zmienia. Jednak niezależnie od dostępności infrastruktury,  na pewno kluczowe jest nastawienie ludzi.

Grupa 36 osób o różnej sytuacji i z różnymi potrzebami dostała rowery na pół roku. Po konsultacjach z trenerem transportu sami wybrali, jakiego typu rower dostaną- zwykły, z przyczepką, elektryczny, z trzema kołami i tak dalej, w zależności od potrzeb, dotychczasowych nawyków i aktywności.  Po zakończeniu projektu będą mogli kupić rowery za symboliczne pieniądze.

Showing good examples is a powerful way to reach out. Through the project, we’re trying to create those good examples-people from many different groups in the population, with a large variety of transportation needs, who all can solve their daily transports with bikes.

– mówi o pomyśle Rickard Waern, project manager w Energy Agency of  West Sweden (cytuję za road.cc)

Na testcyklisterna.se i na facebooku projektu możecie sprawdzić, jakie są efekty.

 

Picnic The Street: jak ludzie walczą z samochodami i jak czasami się udaje

Obrazek

Podobno najbardziej zasamochodowanym miastem w Europie jest Mediolan (co nie dziwi, Włochy są najbardziej zmotoryzowanym krajem świata). Na drugim miejscu jest Bruksela.

W 2012 roku jeden z jej mieszkańców, znany lewicujący filozof, profesor Philippe Van Parijs, zainicjował oddolny ruch obywatelskiego nieposłuszeństwa na rzecz zrównoważonego transportu i odzyskania przestrzeni miejskiej dla pieszych i rowerzystów. Opierając się na doświadczeniach z lat 70., kiedy w podobny sposób piknikującym ludziom udało się wymusić na władzach zlikwidowanie wielkiego parkingu na Wielkim Placu w Brukseli, zaprosił mieszkańców do zapiknikowania na Boulevard Anspach, która jest jedną z głównych arterii w mieście.

In Brussels and elsewhere, no major progress can be achieved without freeing large areas from traffic and parking, either permanently or at certain hours on certain days. Not only do cars kill pedestrians and cyclists, occasionally by knocking them down, but especially little by little,by injecting dirt in their lungs. In addition, they prevent them from enjoying their city, encumbering public space, disfiguring the landscape, flooding their ears with decibels. Driving around in an urban centre must cease to be the rule and become an exception only justifiable by a specific reason: the transport of heavy objects, for example, or of a disabled person.

– napisał Van Parjis w swoim wezwaniu, którego treść w całości znajdziecie tutaj. W ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa przeciwko prosamochodowej polityce władz miasta, Van Parijs ogłosił, że zamierza na Boulevard Anspach piknikować, choćby go mieli zamknąć w więzieniu.

Odezwę od razu podchwyciły i opublikowały lokalne media. Rzecz jasna rozszedł się także w internecie.

W efekcie na piknik w samo południe, w niedzielę 10 czerwca 2012, przyszły ponad 2 tysiące ludzi. Siedząc na kocach zablokowali ruch samochodów na wiele godzin.

 

Krótko po tym wydarzeniu odbyły się jeszcze inne pikniki. Prawdę mówiąc, odbywają się do dziś.

Władze miasta od początku nie były, rzecz jasna, zadowolone z takiego obrotu sprawy i stanęły przed nie lada kłopotem. Po roku od pikniku przedstawiły jednak plan, aby na Boulevard Anspach znacząco zmienić proporcje pomiędzy strefami dla pieszych i dla samochodów – zwężając jezdnię i wytyczając część ulicy tylko dla pieszych.

Jednak w dłuższej perspektywie wydaje się, że akcja nie przyniosła spektakularnych rezultatów. Przed wszystkim dlatego, że władze wciąż robią miasto dla samochodów. Burmistrz Brukseli powiedział na przykład, że nie będzie nowych stref dla pieszych bez poprawy dostępności centrum dla samochodów. Blog City Geek cytuje:

For some it’s never enough, they are waging war against the car, but that is not my battle.

Pojawił się też plan wytyczenia dla samochodów pewnego rodzaju „obwodnicy” Boulevard Anspach przez sąsiednie, wąskie ulice i podwórka. W mieście planuje się nowe parkingi i wytycza nowe, dwupasmowe ulice. Krótko mówiąc, zamiast myśleć o zmianie charakteru miasta, o zrównoważonym transporcie, o wycofaniu gęstego ruchu z centrum, o poprawie komfortu życia pieszych i rowerzystów, decyzje wciąż podejmowane są z punktu widzenia kierowców i samochodów.

Ludzie jednak nie zapomnieli pikniku i wciąż próbują wywrzeć nacisk na władze miasta. Akcja przenosi się też w inne miejsca. Van Parijs wezwał na przykład mieszkańców do pikniku na rondzie Schumana w dzielnicy europejskiej. Jeśli jesteście tym zainteresowani, możecie obserwować akcję śledząc fanpage Picnic the Street lub konto na twitterze

***

Rzecz jasna bardzo mi to przypomina walkę o gdański Targ Węglowy, ale to temat na osobny wpis. Na razie, do przemyślenia, jeszcze jedno zdanie z manifestu Van Parijsa:

To shake off an irresponsible lethargy, a bit of gentle civil disobedience is more than legitimate.

 

Zdjęcie pochodzi z bloga Polis, autorem jest Laurent Vermeersch.